Obserwacje, inspiracje, dywagacje, fakty, akty przemocy i niemocy, artefakty, zmory i potwory
Kategorie: Wszystkie | Cała Prawda | Gówno Prawda | Tylko Fikcja | Święta Prawda
RSS
poniedziałek, 01 maja 2006
A jak Albowiem

Idąc za sugestiami Nelsonka (bo przecież nie moimi własnymi, możecie to łatwo sprawdzić klikając tutaj, ale oczywiście wcale nie musicie sprawdzać i klikać, sugerowałabym nawet, żeby tego nie robić)...

Otóż idąc za sugestiami Nelsonka, niniejszym rozpoczynam Wielki Przegląd Literek Alfabetu. Jako pierwszą przejrzymy literkę A. Żeby było po kolei, jak Freud przykazał.

A jak Albowiem (NIE: albo wiem);

Nie mylić z:
Przeto,
Któryś,
Godzien,
Niebiosy,
Łaskiśpełna
itd.

Albowiem. Święte słowo. Można je znaleźć w kościele (błogosławieni tacy i owacy, albowiem...), a nawet samemu je tam parę razy wypowiedzieć. I lepiej się go nawypowiadać na zapas, bo po wyjściu z kościoła nie będzie już okazji.

Bo kto powie: "Nie pójdę z tobą na spacer albowiem nie chce mi się ruszyć dupy" albo "Chyba się przesiądę albowiem ta pindeczka obok ciągle mnie trąca" ?

Albowiem to głupie słowo. Nie nadaje się nawet na imię dla psa. Mało tego - nie nadaje się nawet na imię dla kota. (Z innymi zwierzętami to nie wiem, bo nigdy nie miałam, ale przypuszczam, że nie nazwałabym tak nawet najprzebrzydlejszej jaszczurki).


Sponsorem dzisiejszego programu była literka A.

Suuuuunny Day
Sweepin' the clouds away
On my way to where the air is sweet
Can you tell me how to get,
How to get to Sesame Street


W następnym odcinku literka B. Może pod nią znajdę jakieś sensowniejsze słowo?



sobota, 29 kwietnia 2006
Froidowska pomyłka

Sprawdzałam i nie mogę uwierzyć: przez tyle czasu udało mi się nie napisać nic o Freudzie. Nie potrafiłam się obejść tak całkiem bez polityki, bez auto- meta- bzdur, czy w końcu bez Boga, ale od początku istnienia tego bloga nie ma ani słowa o Freudzie!

To dziś będzie słowo o Freudzie. Bo przypomniała mi się moja najlepsza freudowska pomyłka. Założę się, że nikt z was nie może się pochwalić freudowską pomyłką w najdosłowniejszym znaczeniu, w przenajczystszej postaci... A ja mogę!

To było dawno (jakieś milion lat temu), kiedy opowiadałam mojej mamie skecz Monty Pythona o Martwej Papudze. Opowiadałam, jak to facet kupił w sklepie papugę i wraca, żeby ją wymienić, bo okazała się martwa. Pokazuje ją sprzedawcy, mówi w czym rzecz, a sprzedawca na to, że skąd że znowu, papuga nie jest martwa, ona usycha z tęsknoty za freudami... ups! fiordami.

--

A mój promotor, tuż obok wizytówki i godzin urzędowania, ma na drzwiach swojego pokoju taki obrazek:


No i jeszcze, żeby Freuda było jak najwięcej na tym blogu: Poduszka z Freudem, znaleziona w przepastnym archiwum Ooopsa:


A jak komuś jeszcze mało, to niech sobie obejrzy inne gadżety z Freudem.




środa, 26 kwietnia 2006
Rebus



Kategoria: Straszliwe Dyrdymały.

Specjalnie wybrałam taki Rebus, żeby było w nim jak najmniej Boga - trzeba skończyć z tym tematem definitywnie!

(Postacie biorące udział w Rebusie mieszkają tu i tu)



czwartek, 13 kwietnia 2006
P(iS) jak pisanki

Drogie dzieci, tematem dzisiejszej lekcji będzie malowanie pisanek.

Malujemy pisanki na Wzór i Podobieństwo.

W tym celu będziemy potrzebować:
kilku jajek,
garnka z wodą,
kuchenki gazowej,
dużego talerza,
farbek do malowania jajek,
kleju,
nożyczek
i następujących zdjęć (mogą być wycięte z gazet):


1. 2.bnn 3. 4.pg


Jajka wrzucamy do garnka z wodą i gotujemy - wedle uznania - na miękko lub na twardo.Ugotowane jajka kładziemy na talerzu i czekamy aż wystygną. Po wystygnięciu zaczynamy przygotowywać pisanki.

Na początek wybieramy spośród jajek dwa najbardziej do siebie podobne. Na jedno z nich naklejamy wyciętą postać ze zdjęcia 1, a na drugie - postać ze zdjęcia 2, po czym oba jajka malujemy farbką w dowolnym (w obu przypadkach identycznym) kolorze. Uwaga! Przy wyborze koloru sugeruje się unikanie komunistycznej czerwieni i ekologicznej zieleni. W ten oto sposób otrzymujemy Pisanki Bliźniaki. Odładamy Bliźniaki na talerz.

Teraz bierzemy kolejne jajko i naklejamy na nie postać ze zdjęcia 3. Resztę jajka malujemy w kolorze intensywnej opalenizny (sugerowany brązowy lub ciemnopomarańczowy). I już mamy Pisankę Sreppera. Kładziemy ją na talerzu w dobrze widocznym i oświetlonym miejscu tak, żeby nie czuła się dyskryminowana.

Nadeszła pora na ostatnią pisankę, jaką dziś przygotujemy. W tym celu wybieramy możliwie najmniejsze jajko o możliwie największej proporcji między częścią dolną a częścią górną. Na tak dobrane jajko naklejamy postać ze zdjęcia 4. Pozostałą powierzchnię malujemy na czarno i biało. I już możemy się cieszyć Pisanką Pingwinem. Kładziemy Pingwina razem z resztą wesołej gromadki.

Z pozostałych, niewykorzystanych jajek, możemy zrobić Pisanki Zwierzątka. Szczególnie polecamy hit sezonu - bizony. Strzeżcie się, baranki wielkanocne!

Przygotowane przez nas pisanki na Wzór i Podobieństwo dają nam cały wachlarz możliwości. Są świetnym materiałem na wielkanocną święconkę, pełnowartościowym posiłkiem dla całej rodziny, a także doskonałą zabawką rozwijającą wyobraźnię naszych milusińskich.

wtorek, 11 kwietnia 2006
Świr, świr, ptaszki świerkają

...pieski szczekają, zaczynamy nowy dzień. Kawa jak zwykle za słodka/za mało słodka/za mocna/za słaba/za ciemna/za jasna - jak starannie bym nie odmierzyła proporcji mleka, cukru, wody i kawy, to i tak zawsze kończy się tym, że muszę pić paskudztwo. W radiu świergoli Dorota Miśkiewicz, która wkurza mnie jeszcze bardziej niż Anna Maria Jopek. Włączam komputer, żeby sprawdzić pocztę - a może jakiś wykładowca oznajmia, że się rozchorował i musi odwołać zajęcia? Uruchamia się windows, inteligentny system operacyjny komunikujący się z użytkownikiem za pomocą wyskakujących dymków i dzień w dzień powtarzający te same komunikaty. Pyk! Komputer może być zagrożony - informuje mnie niezmiennie na wstępie. Tak, wiem, może. Klikam Zamknij. Uruchamiam neostradę. Pyk! Neostrada tp jest teraz uruchomione. No przecież widzę. Zamknij. Pyk! Aktualizacje dla komputera są gotowe do zainstalowania. Kliknij tutaj aby zainstalować. Aktualizacje CZEGO?!? Nie potrzebuję żadnych aktualizacji! Zamknij. Uruchamiam Operę i czekam aż się włączy program pocztowy. Włącza się. Pyk! Czy chcesz zainstalować nową wersję przeglądarki Opera? A po cholerę mi nowa Opera!!! I tak używam tylko do poczty.

Przeglądam pocztę. Mam 5 nowych wiadomości: Weź udział we wiosennym konkursie i wygraj hondę civic! Wiosna z onet pl! Schudnij z onet.pl! Ucz się języków z onet.pl! Kup dwie książki w cenie jednej!

Wyłączam komputer. Nikt nie odwołał zajęć. Trzeba jechać.

Wychodzę z domu. Po drodze mijam spacerujące rządkiem siedem psów, które jeszcze kilka godzin temu zamierzałam zabić. Kundel-mama i sześć kundel-szczeniaczków skolonizowały pusty plac po sąsiedzku. Biegają sobie w tę i wewtę, merdają ogonkami i szczekają. Dzień i noc. (Zwłaszcza noc). Właściciel placu widział psy, raz albo dwa. Psy to sprawa jego żony. Żona właściciela placu przyjeżdża raz na kilka tygodni, rzuca im coś do jedzenia, uśmiecha się głupio, robi zatroskaną minę, mówi, że biedne i słodkie szczeniaczki i że trzeba coś zrobić. Najchętniej wytargałabym ją za te wyblakłe nastroszone kudły i połamałabym jej długaśne wymalowane na różowo pazurki. Jej zdjęcie powinno się pojawić w Encyklopedii Powszechnej przy haśle pinda.

W schronisku mówią, że nie mogą nic zrobić bez zgody urzędu miasta, ale jak tylko będą mieli zgodę, to oczywiście przyjadą. W urzędzie miasta mówią, że oczywiście się tym zajmą. A pieski sobie dalej biegają i żywią się tym, co same znajdą albo dostaną od mamy i innych sąsiadów i tym, co raz na kilka tygodni rzuci im pinda.

Mijam spacerujące psy i idę na stację. Wchodzę na peron. Nie patrzę w dół, nie patrzę w dół, nie patrzę... ups! spojrzałam w dół. Moje spojrzenie padło oczywiście prosto na romazaną zawartość tego, czym napluł jakiś pierdolec. Cały peron jest upstrzony wydzielinami pierdolców. O! Właśnie idzie jakiś i pociąga nosem. Przyjeżdża pociąg. Przezornie uciekam dwa przedziały dalej, żeby tylko nie słuchać przez całą drogę pociągającego nosem pierdolca. Ludzie, kurwa, noście ze sobą chusteczki! W przedziale jest mało osób, siadam sobie wygodnie przy oknie, całe miejsce dla mnie. Nikt mnie nie trąca, nikt nie mlaszcze mi do ucha, nikt nie pociąga nosem. Jadę sobie w komfortowych warunkach. Aż do następnej stacji. Na następnej stacji wsiada do pociągu pindeczka. Rozczapierzona fryzura, twarz pomarańczowa od kosmetyków, króciutka kurteczka i obcisłe spodnie, podwinięte w trzech czwartych, żeby odsłonić ohydne kozaczki na szpilkach. Ogarnia mnie bardzo silne przeczucie, że pindeczka za chwilę zajmie miejsce obok mnie. Przeczucie mnie nie zawodzi. Pindeczka siada obok mnie, tak blisko, jak to tylko możliwe. Miała dwanaście wolnych miejsc w przedziale i musiała wybrać miejsce obok mnie! Przez całą drogę pindeczka otwiera i zamyka torebkę, coś z niej wyjmuje i coś do niej wkłada. Oczywiście ani razu nie zapomni trącić mnie łokciem. Oprócz tego pindeczka bardzo intensywnie i bardzo głośno żuje gumę.

Dojeżdżam na wileński. Jeszcze tylko przejście przez kerfur, dwa tramwaje i już jestem na wydziale. Spotykam bardzo kobiece dziewczyny i bardzo kobiecych facetów, wszyscy perfekcyjnie zadbani i Świadomi Swoich Potrzeb, toczą poprawne politycznie dyskusje. Dowiaduję się jak cudowne są filmy Almodovara, jaka wspaniała książka o inteligencji emocjonalnej właśnie pojawiła się na rynku i w jakich klubach trzeba spędzać sobotnie wieczory, żeby być trendy. (Kluby? A co to takiego? Byłam kiedyś w jednym i wcale mi się tam nie podobało). Zawsze jednak dobrze jest zaznać trochę Kultury jak się wysiądzie z pociągu. Tak dla równowagi.

Po zajęciach jadę na trening. Przynajmniej tam się wyładuję i na 1,5 godziny zapomnę o tym całym wariatkowie. Najpierw jednak trzeba na ten trening dotrzeć. Nikt mi nie da takiej gwarancji na ul. Puławskiej w godzinach szczytu, w miejscu, gdzie nie ma sygnalizacji świetlnej i gdzie kierowcy przyspieszają i trąbią, kiedy widzą, że ktoś właśnie próbuje pokonać przejście dla pieszych. Parę razy o mało mnie nie zabili. Wolałabym jednak, żeby mnie nie zabijali przed treningiem, bo chcę sobie poćwiczyć.

Wracam do domu. Tą samą drogą, tym samym (albo takim samym) pociągiem, z tymi samymi (albo takimi samymi) ludźmi. Jestem nieco bardziej pokojowo nastawiona (innymi słowy: za bardzo zmęczona, żeby się denerwować). Dopóki nie włączę w domu telewizora...

Czy ta Pochanke nauczy się kiedyś mówić po polsku? Po cholerę tak krzyczy i przeciąga sylaby? I do tego ta idiotyczna maniera - robienie przerw w najbardziej absurdalnych momentach. Kazimieeeeerz... Marcinkiewicz. Czy tak trudno powiedzieć: Kazimierz Marcinkiewicz? Albo: Prezydeeeeent... Kaczyński. W pałacuuuuu... prezydenckim. Niech ją nauczą normalnie mówić albo niech ją wywalą!

Inspirowane Dniem Świra.



piątek, 07 kwietnia 2006
3 rzeczy, które zabrał(a)byś do grobu

Poe by tego nie wymyślił:

Niedawno przyszła rodzina zmarłego 48-latka. Przynieśli ubranie, w którym miał być pochowany, i jego telefon komórkowy z ładowarką - opowiada Tadeusz Porożyński, właściciel firmy pogrzebowej z Chojnic koło Bydgoszczy. - Całkiem poważnie wyjaśnili: żeby do nas dzwonił, jak już będzie w niebie - opisuje.

A jak trafi do Piekła, to co? Telefon już będzie psu na budę, bo gdzie tam znajdzie zasięg?


Ja pewnie zabiorę ze sobą telewizor na baterie. Żeby oglądać i się przewracać w grobie, w oczekiwaniu na Sąd nad moją Duszą.

wtorek, 28 marca 2006
Wszystko już Było?

Chyba jeszcze nie.  Ale teraz już będzie:

(...)w czwartek od południa w podwarszawskim magazynie firmy kolportującej miesięcznik dziennikarze i inni pracownicy pisma wycinali nożyczkami stronę z felietonem. Ciężko pracowali aż do soboty, dopóki nie usunęli jej z całego 90-tysięcznego nakładu.
 
No i wycięli Gretkowską. Na dwie nogi. W sumie to może i dobrze, bo głupia była ;-) Ale  jak się wycięło, to trzeba jeszcze dobić...

A żeby nie było, że tylko u nas Wariatkowo:

W szkole w stanie Massachusetts 6-letni chłopiec włożył dwa palce za gumkę spódniczki siedzącej przed nim koleżanki. Szkoła zawiadomiła prokuratora, meldując o seksualnym molestowaniu. Prawo karne w Massachusetts stosuje się od lat siedmiu wzwyż, więc chłopiec nie wylądował w poprawczaku, ale został zawieszony na trzy dni w prawach ucznia.

No to teraz już chyba Wszystko było.

Oznajmiam wszem i wobec, że od dziś już nic mnie nie zdziwi.

(aż do następnego razu).

Jadę na Wydział. TAM - to dopiero...

Praprzyczyna

Jedzenie to paskudztwo. A jak ktoś to lubi, to znaczy że ma ze sobą problem.

To nie ja powiedziałam, tylko jeden pan Brytyjczyk z serialu dokumentalnego na TVP3. Ja tylko powtarzam, z pamięci.

Q: Dear Sue:

Would you please send to me a list of the 10 absolute worst foods you can eat? Thanks,

Leslie

A: Dear Leslie:

There are so many products that belong on the list that I couldn't limit it to 10(...)

Dalej Dear Sue prezentuje kategorie, na jakie dzielą się najprzeróżniejsze odmiany Absolutnie Najgorszego Jedzenia, po zsumowaniu których okazuje się, że nic już nie zostało. Całe jedzenie świata to Absolutnie Najgorsze Jedzenie.

No to teraz już wszystko jasne - dlaczego mamy to co mamy (przykłady w dowolnym serwisie informacyjnym, dowolnego dnia, o dowolnej porze):

To wszystko od tej chemii w jedzeniu. I od tych konserwantów. I od żywych bakterii w jogurtach (których niewątpliwie najwięcej jest w jogurtach kolorowych). Ludzie jedzą te wszystkie trucizny i jeszcze wdychają ten azon, co się z dziury w niebie wydziela, to nie dziwne, że potem głupieją. Ci, co jedzą najwięcej chemii i wdychają najwięcej azonu, zostają politykami.


P.S. Z Absolutnie Najgorszego Jedzenia to ja najbardziej lubię czekoladę. A z takiego całkiem najgorszego, to alkohol.

Alcohol. This one item has created more problems than all the rest put together. Of course, it is possible to consume alcohol wisely and safely and enjoy it immensely, such as a fine glass of wine with a delicious dinner. But even if you exercise caution in no other area of your diet, this is the area where you should (...)

sobota, 18 marca 2006
Nie pójdę na wybory!

Nie pójdę na wybory. Nie pójdę na wybory, nie pójdę na wybory, nie pójdę na wybory nie pójdę na wybory nie pójdę na wybory nie pójdę na wybory nie pójdę na wybory nie pójdę na wybory nie pójdę

Mam to w Dupie. Inni niech sobie głosują. Na co tylko chcą.

W 2000-nym głosowałam na Olechowskiego, którego nie cierpiałam i nie cierpię, bo to oszołom. (Czy ktoś go jeszcze pamięta?)

W 2001-szym głosowałam na PO, które mnie denerwowało.

W 2005-tym znowu głosowałam na PO, choć wcale nie przestało mnie denerwować. A potem głosowałam na znerwicowanego i niewyuczalnego Tuska.

Bo na kogo miałam głosować w 2000-nym? Na Kwacha? Albo na Wałęsę? A w 2001-szym? Na SLD? Na AWS (czy S, czy jak to się wtedy nazywało)? A w 2005-tym? Na PiS i na Kaczory?

Za każdym razem kategorycznie zastrzegałam, że nie idę na wybory, bo nie ma na kogo głosować. I za każdym razem w ostatniej chwili*) mi się Odmieniało i szłam i głosowałam - jak wielu innych - na najmniejsze zło. Ale więcej na żadne wybory nie pójdę. A już zwłaszcza na TE.

Chyba że w ostatniej chwili znów mi się Odmieni i pójdę. I zagłosuję na PO - partię, która działała mi na nerwy. I o ile pojedynczych członków PO (zwłaszcza niektórych senatorów) jeszcze lubię, to myślę, że taka z PO byłaby partia rządząca jak z koziej dupy trąba.

*) Jak piszę, że w ostatniej chwili, to wiem co piszę. W ostatniej chwili - czyli tuż przed zamknięciem lokalu. (No, może godzinę przed zamknięciem, żeby moja Mama, która też chodzi ze mną głosować, nie dostała zawału).

czwartek, 16 marca 2006
Maj-Sraj

Niech ten śnieg wreszcie zejdzie, bo zaczynam odczuwać monotonię estetyczną. Albo niech ktoś go zabierze. Widziałam dzisiaj panów we wściekle żółtych kamizelkach, którzy próbowali usunąć śnieg łopatami. Całego nie zdążą usunąć. Prędzej przyjdzie wiosna i się roztopi.

A może by tak z miotaczami ognia na niego - fru! i wszyyyyyystko popłynie, a co nie popłynie, to pójdzie z dymem.

Albo - w ramach popularnego (nie powiem gdzie, bo normalnie aż mnie...) szukania przyczyn a nie likwidowania skutków - rozłożyć nad krajem gęstą siatkę, żeby już więcej nie padało. Tyle że byłoby ciemno. I zimno. A śnieg, co już wcześniej napadał, i tak by leżał. A gdyby w dodatku siatka się zawaliła...

Chyba jednak trzeba poczekać do wiosny, a wtedy wszystko Samo Się załatwi. Bo do tego czasu będzie śnieg - na przemian - padał i leżał oraz Ieżał i obrastał w bród. Aż do 24 maja. Dowiedziałam się od trzech różnych osób, więc to musi być Święta Prawda. Jedna osoba to jeszcze mogłaby się mylić, ale nie trzy...


 
1 , 2