Obserwacje, inspiracje, dywagacje, fakty, akty przemocy i niemocy, artefakty, zmory i potwory
wtorek, 25 kwietnia 2006
Uncategorized

Coś ostatnio dużo Boga na tym b(l)ogu. W zasadzie sama jestem sobie winna, bo o tym Bogu co i rusz wypisywałam. Ale rzecz w tym, że nawet kiedy pisałam o czymś innym, to koniec końców i tak wychodziło, że jest o Bogu. Okazało się, że nawet głupi gramofon prowadzi do Boga.

Tak. Bóg jest tym Wspólnym Mianownikiem ratującym przed nihilistyczną totalną dezintegracją, Światełkiem, które struchlałe próbuje się przebić przez mrok straceńcych koncepcji*.

Obawiam się jednak, że żaden Bóg tu już nie pomoże, bo nihilistyczna dezintegracja jest u mnie tak totalna, że nie znalazłyby się nawet najmniejsze kawałki, które przy pomocy Ducha Świętego możnaby było posklejać.

To nieprawda. Nigdy nie było żadnej dezintegracji, bo wcześniej musiałaby być integracja. A żadnej integracji nigdy nie było. Mam niespójne poglądy, niespójne zachowania i niespójne doświadczenia życiowe.

Popieram liberałów, ale nie wierzę w wolną wolę. Boli mnie niesprawiedliwe traktowanie kobiet, ale nie poszłabym na Manifę. Nie wierzę w Boga, ale wierzę w moralność. Wierzę w Człowieka, ale nie w każdego. Sceptycyzm - tak, ale nie permanentny. Agnostycyzm - tak, ale nie jako religia. RB** - tak, ale tylko jako paradygmat naukowy. Miliony lat świetlnych dzielą mnie od Polski Moherowej i tyle samo dzieli mnie od Polski Salonowej. Mam odwagę napisać co myślę, nawet w najbardziej konrtowersyjnych kwestiach, ale często boję się powiedzieć co myślę, nawet w kwestiach niekontrowersyjnych. Nie jestem całkowicie leworęczna ani oburęczna, nie jestem lewonożna ani prawonożna. Mój umysł nie jest do końca matematyczny i nie jest do końca humanistyczny. Nie ma dla mnie kategorii. A czasem chciałabym gdzieś się zaklasyfikować.


--
*) UWAGA: KLIKACIE W TEN LINK NA WłASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!

**) Już nigdy w życiu nie rozwinę tego skrótu ani skrótów pokrewnych na tym blogu, a to dlatego, że z niewybrażalną (jeszcze nie tak dawno dla mnie) łatwością można by mnie było wtedy Zidentyfikować, Znaleźć i Zabić. Z tego też powodu usunęłam wpisy, które w jakikolwiek sposób ocierały się o tą tematykę. (Nie to, żeby była zła, ale przestraszyłam się gugli).


poniedziałek, 24 kwietnia 2006
Mój ulubiony dyrdymał cz. 1

że INTERNET ROZWIJA, mianowicie.

Taki dyrdymał, ale prawdziwy.

Bo internet rozwija. A najbardziej ze wszystkiego rozwija cnotę Ignorancji.

Idealnym polem do ćwiczenia cnoty Ignorancji są najrozmaitsze fora, a już całkiem najidealniejszym - fora nieco mniej kulturalne.

Cnota Ignorancji jest ściśle powiązana z cnotą Wstrzemięźliwości i opiera się na wiedzy, na jakie posty należy odpowiadać, a jakie starannie ignorować, z kim wchodzić w dyskusję, a z kim lepiej nie próbować tej dyskusji nawiązywać. (Innymi słowy: jak rozpoznać Wariata).

Dynamika dyskusji na nieco-mniej-kulturalnym forum (czyli na forum typowym) rozwija się tak:

1. Użytkownik Arial zakłada nowy wątek, w którym pisze, że strasznie lubi motyle i co wy na to.

2. Gość Impact odpowiada na to, że użytkownik Arial musi mieć obficie nasrane w głowie, żeby lubić motyle, bo jak można lubić motyle i jeszcze o tym pisać, zastanów się, człowieku...

3. Użytkowniczka Verdana rzuca nowe światło na przedstawione fakty odpowiadając Impactowi, że to wcale nie Arial ma nasrane w głowie, bo nasrane ma każdy, kto nie lubi motyli, i zastanów się głupku, co ty w ogóle wypisujesz, a najlepiej to żeby ci odłączyli klawiaturę.

4. Odzywa się zniesmaczona użytkowniczka Helvetica, która twierdzi, że wszyscy mają nasrane w głowie, bo można się z kimś nie zgadzać, ale nie trzeba zaraz pisać, że ma nasrane w głowie, a jak ktoś chce chce się wyżyć, to niech idzie pozdrapywać sobie tapety, zamiast obrażać ludzi na forum.

5. Na to wszystko odpowiada gość TimesNewRoman, który uświadamia założycielowi wątku, że temat o motylach to już był na forum, w 2003-cim, a jak ktoś nie umie się posługiwać wyszukiwarką, żeby sprawdzić takie rzeczy, to musi mieć najwyraźniej nasrane w głowie.

Tak jest na szczęście nie na wszystkich forach. Ze spokojnym sumieniem mogę polecić forum o książkach. Tam jest kulturalnie i merytorycznie. I rozwijająco. Ostatnio dowiedziałam się np. jak wygląda Największy Gramofon Świata:

(jak klikniecie w obrazek, to zobaczycie, że to naprawdę gramofon i że jest naprawdę wielki)




sobota, 22 kwietnia 2006
Przydałby się jakiś Bóg

Zastanawiałam się ostatnio - czysto teoretycznie - czy by nie przyjąć jakiejś religii. Zrobiłam sobie nawet test, który miał mi pomóc w dokonaniu wyboru. No i wyszło, że najlepszą religią dla mnie jest Agnostycyzm.

Agnostycyzm jako agnostycym - to tak (ta nazwa chyba najbardziej pasuje do moich poglądów). Ale Agnostycyzm jako religia już mnie niepokoi i nastraja nieufnie...

Potrzebuję jakiegoś Boga, żeby w niego wierzyć. Najlepiej takiego, który nie ma płci i w związku z tym uznaje, że i mężczyzna i kobieta mają po równo prawa do pełni duchowości. I takiego, który rozsądnie odpowiada na modlitwy (znaczy: nie zawsze i nie na wszystkie). A już ideałem byłoby, gdyby był gromowładny i stosownie tymi gromami rozporządzał.

Jeśli wierzysz, wszystko możesz zwalić na Boga. Jak coś pójdzie nie po twojej myśli, to możesz powiedzieć, że Bóg widzi dla ciebie lepsze rozwiązanie. Jak życie zrobi się nie do wytrzymania, możesz sobie wytłumaczyć, że Bóg wystawia cię na próbę, a każde doświadczenie ma swój sens. A kiedy już wszystko przekroczy jakiekolwiek granice bezsensu i absurdu, zawsze możesz dojść do wniosku, że Bóg sprawdza twoje poczucie humoru.

Chciałabym kiedyś uwierzyć w Boga. Rozwiałoby to mój lęk egzystencjalny. Otrzymałabym odpowiedzi na mnóstwo męczących mnie pytań, może nawet doszukałabym się jakiegoś sensu w życiu. I na pewno z jeszcze większym przekonaniem modliłabym się w sytuacjach, kiedy wracam do domu ciemną nocą i widzę czterech drabów na drodze.



czwartek, 20 kwietnia 2006
Tranströmer z tramwaju

Ludzie - co wy przyklejacie w tych tramwajach! Jeszcze nie tak dawno w tramwajach była poezja. A dziś zostały tylko znaczki z Legią albo z Polonią. I instrukcje, jak zachować się w razie bomby (zwykłej, biologicznej i chemicznej). A gdzieniegdzie też pozostałości ogłoszeń z kolesiem od papierowych bomb i jego portretem psychologicznym, według którego "Sprawca mógł przeżywać odrzucenie przez grupę np. z powodu odmiennej orientacji seksualnej".

No i te plakaty. Robione przez dzieci, które miały przekonać rodziców, żeby nie parkowali w miejscach dla niepełnosprawnych. Oglądałam dzisiaj jeden taki plakat. Pokazywał mnóstwo samochodów, zaparkowanych krzywo albo w poprzek, niektóre w miejscach dla niepełnosprawnych. A w rogu stali ludzie o kulach i na wózkach i wołali wspólnie w jednym dymku: "A my gdzie zaparkujemy?" Plakat kompletnie mija się z istotą sprawy. A w jaki sposób - to już odpowiedzcie sobie sami, powołując się na elementarne zasady logiki.

Dlaczego nie ma już poezji w tramwajach? To jedyna szansa dla takich nieuków jak ja, żeby zażyć trochę Kultury. W niewielkich dawkach, czyli w sam raz. Bo wiersze były tak porozklejane, żeby można było czytać dwa krótkie albo jeden długi przez całą drogę. Pamiętam jak przejeżdżałam przez most i czytałam Tranströmera. Najbardziej podobały mi się "Oczy satelitów", ale nie znalazłam ich w tłumaczeniu polskim w internecie. Z wierszy, które były w tramwaju, znalazłam tylko jeden. Reszty nie było. No patrzcie - żeby w tramwaju coś było a w internecie nie.

Zawsze ustawiałam się tak, żeby mieć co czytać i nie trafić, nie daj Boże, naprzeciwko pustej szyby po to, by po raz stumilionowy oglądać przebrzydłą Wisłę. Raz nawet potrąciłam przez to jedną panią - do dziś mi głupio...

Ludzie, powklejalibyście jeszcze trochę tej poezji do tramwajów. I to szybko - zanim znowu komuś przyjdzie do głowy pomysł (boguniechbędądzięki niezrealizowany) na miarę wklejania chrześcijańskich męczenników. Wystarczą po dwa - trzy wiersze na szybę. Tak jak było. (Nie ma sensu zalepianie całej szyby, bo przeczytać 10 wierszy w 10 minut to tak, jakby przeczytać 10 równań z iksem i igrekiem. A poza tym ktoś może zechcieć pooglądać sobie Wisłę, czy co tam ma za oknem, i musi mieć którędy oglądać).

Albo przynajmniej pozdzierajcie te durne plakaty.


środa, 19 kwietnia 2006
Módlmy się (o zdrowy rozsądek)

Od jakiegoś czasu można sobie przeczytać w internecie, że dowiedziono naukowo, że modlitwa wydłuża życie.

Przeprowadzono badania:

Po wielu skomplikowanych i kilkunastokrotnych analizach stanu zdrowia - od prostych badań krwi po psychologiczne testy mierzące poziom optymizmu - okazało się, że właśnie ci najbardziej rozmodleni mogą się pochwalić najlepszym zdrowiem

I wyciągnięto wniosek:

- Cotygodniowe uczestnictwo w nabożeństwie lub inna regularna forma aktywności religijnej wydłuża życie średnio od dwóch do pięciu lat - podsumowali naukowcy, a ich badania opublikował prestiżowy magazyn "Journal of the American Board of Family Medicine".

Wszystko jasne, proste, oczywiste: modlitwa wydłuża życie. Jak będziesz się modlił/a, to będziesz długo żył/a. Kto by tam zawracał sobie głowę szczegółami? Takimi, jak różnica między:

a) badaniem eksperymentalnym - gdzie manipuluje się zmiennymi niezależnymi (czynnikami które mogą mieć wpływ na to, co badamy) i patrzy się jak wraz z nimi zmienia się zmienna zależna (to, co badamy)

i b) badaniem korelacyjnym, gdzie po prostu porównujemy grupy różniące się pod względem jakiegoś czynnika i szukamy związku między natężeniem tego czynnika, a natężeniem czynnika, który badamy.

Tylko badanie eksperymentalne pozwala wnioskować o związkach przyczynowych (że A jest przyczyną B). A badanie związku między częstością modlitwy a długością życia jest badaniem korelacyjnym. Korelacja (inaczej współzmienność) polega na tym, że jak rośnie A, to w tym samym tempie rośnie B, a jak A maleje, to B maleje w tym samym tempie. Nie można jednak stwierdzić, że A jest przyczyną B (albo na odwrót), bo A i B mogą mieć swoją wspólną przyczynę, którą jest jakiś trzeci czynnik.

Innymi słowy: na podstawie tego badania nie możemy stwierdzić, że modlitwa wydłuża życie. O tym, że osoby regularnie modlące się mogą się pochwalić lepszym zdrowiem (i w perspektywie dłuższym życiem), może decydować jakikolwiek inny czynnik: czy to będzie wychowanie w kochającej się rodzinie, która kładzie duży nacisk na wartości, czy poczucie głębokiej relaksacji pod wpływem modlitwy (u każdego ukształtowane pod wpływem indywidualnych doświadczeń) , czy nawet specyficzne powietrze w kościele, które osoby praktykujące regularnie wdychają. Diabli wiedzą - hipotetyczne przyczyny można mnożyć w nieskończoność.

Problemem (i to dosyć poważnym) jest to, że media przekazują informacje w sposób uproszczony - tak uproszczony, że aż zniekształcony, a zniekształcony do tego stopnia, że aż nieprawdziwy. Media są przy tym opiniotwórcze, co powinno skłaniać ludzi się tam wypowiadających do większej niż przeciętnie rzetelności i odpowiedzialności za to, co się mówi.

A mnie nęka taki problem: na jaki stopień nieufności wobec tego co się czyta, ogląda i o czym się słucha, można sobie pozwolić, żeby mieściło się to jeszcze w kategorii zdrowego sceptycyzmu, a nie stało się paranoją?




poniedziałek, 17 kwietnia 2006
Cała policja świata


Zostałam aresztowana ;-)



I przypomniał mi się sen, jaki miałam kilka lat temu. Sen, który notorycznie powraca w najrozmaitszych wariantach i który niezmiennie dostarcza mi wspaniałych przeżyć. Śniło mi się, że babcia (w snach wiecznie żywa) nasłała na mnie całą policję świata. Uciekałam przez moje miasto i miasto sąsiednie, takie jak znam na codzień i na swój senny sposób odmienione, przez lasy i ulice, pieszo i na rowerze, sama i z pomocą innych. Wspinałam się po drzewach i dachach, chowałam się w domach i w szkołach, umiejętnie zwodziłam i odwracałam uwagę ścigających, aż doszło do ostatecznej konfrontacji - wieczorem na pustym placu koło mojego domu.

Zjechał się tłum policjantów. Przyjechali radiowozami, rowerami, na motorach i na koniach. Niektórzy przyprowadzili psy. Nie miałam już gdzie uciekać, więc oddaliłam się na bezpieczną odległość, usiadłam na wyimaginowanym wyciągu krzesełkowym i wzbiłam się w powietrze. (Wcześniej trenowałam to sobie na własnym dachu i na łące, na oczach rodziny i sąsiadów. I dziwiłam się, dlaczego nikt inny nie ma ochoty wypróbować tej metody lokomocji. Przecież to takie proste: wyobrażasz sobie, że siedzisz na krześle i wzbijasz się w powietrze.)

No i zaczęłam się oddalać coraz wyżej i wyżej. A policjanci stali sobie zbici w pokaźną gromadę ze swoimi końmi i psami i patrzyli z otwartymi gębami jak im znikam.


sobota, 15 kwietnia 2006
Najoczywistsza rzecz pod Słońcem

Drogie dzieci, dziś zajmiemy się sporem, który ma szczególny status w historii erystyki: O wyższości świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą. Szczególność sporu wiąże się z jego całkowitą bezproduktywnością. Bezproduktywność ta wynika z kolei z jego oczywistego, jednoznacznego i niepodważalnego wyniku. A jak znamy wynik, to o co się kłócić?

Sprawa jest na tyle jasna i klarowna, że nawet dziecko mogłoby bez trudu przywołać i wymienić następujące argumenty:

O wyższości świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą (podejście postmodernictyczno - konsumpcjonistyczne):

1. Święta Bożego Narodzenia mają liczne i niezapomniane odniesienia w naszej kulturze.

Co roku całe rodziny zasiadają przed telewizorem, aby niezmiennie z zapartym tchem śledzić przygody Kevina Samego w Domu, kibicować mu w walce z ohydnymi bandytami i z niezmiennym wzruszeniem oglądać triumf małego chłopca. Nie zdążymy jeszcze ochłonąć z wrażenia, a już, z nie mniejszymi (i równie niezmiennymi) emocjami przyglądamy się losom Kevina Samego w Nowym Jorku. Oba filmy z całą mocą przypominają nam o Magii Świąt Bożego Narodzena. A jakie filmy przypominają o magii Wielkanocy?

Powstała piękna i wzruszająca "Opowieść wigilijna". A słyszał ktoś o "Opowieści wielkanocnej"? Nie! A dlaczego? Bo jej nie ma!

2. Boże Narodzenie celebrujemy co roku o tej samej porze. A Wielkanoc - co roku o innej. I co to za święta, żeby nie miały stałego terminu?

3. Boże Narodzenie trwa 1 wieczór i 2 dni. Wielkanoc trwa 2 dni. Boże Narodzenie trwa dłużej, Wielkanoc - krócej.

4. Jedną z pięknych Bożonarodzeniowych tradycji jest śpiewanie kolęd w domach. Śpiewają wszyscy: dzieci, rodzice i dziadkowie, dzięki czemu mogą poczuć Wspólnotę Międzypokoleniową, Ciepło Rodzinne i Magię Świąt. A co się śpiewa w domach na Wielkanoc?

5. Już od 2. listopada wszystkie kerfury przygotowują się na święta Bożego Narodzenia, odpowiednio zmieniając swój wystrój. Policzcie sobie sami - ile to dni do 24. grudnia. A kiedy kerfury zaczynają się przygotowywać do Wielkanocy?

6. W Boże Narodzenie dzielimy się opłatkiem, a na Wielkanoc jajkiem. Opłatek jest dobry, bo jest z mąki i z wody. Jajka są złe, bo są z kur, a kury - to Ptasia Grypa.

Wnioski (oczywiste w nieunikniony sposób) pozostawiam Wam, drogie Dzieci.

Wesołego Alleluja!

(i pamiętajcie: Boże Narodzenie już w grudniu!)



piątek, 14 kwietnia 2006
Eine kleine Idee

Jeden pan z Internetu znalazł rozwiązanie dręczących nas, Polaków, problemów i punktuje tego rozwiązania zalety:
(podesłał mi to inny pan [danke schon!] a znalazł w internecie jeszcze inny)

ZALETY PRZEJŚCIA POLSKI POD ADMINISTRACJĘ NIEMIECKĄ:
1. Kolejny polski papież….
2. Brak konieczności uzyskiwania pozwolenia na pracę i na osiedlenie się na terenie Niemiec
3. Ochrona polskich obywateli przed obowiązkiem służby wojskowej w niesprawiedliwych, niepopularnych konfliktach np. w Iraku
4. Ochrona przed samowolą władzy (zaniechanie praktyki bezprawnych rewizji)
…..
O podniesieniu stopy życiowej, poprawie komfortu życia (m.in. poprawa opieki zdrowotnej) nawet nie wspominam. To czywiste…

~analityk kosmopolita

No i przestalibyśmy się kłócić o Kopernika. Mielibyśmy bardziej kolorową flagę. I dużo więcej lutrów do bicia.  A ja to może nawet bym przeszła na luteranizm - i biła katolików.

Jestem za! Ich bin für! Przejdźmy jak najszybciej - najlepiej jeszcze przed Wielkanocą!


Rebus
Pn Wt Śr Cz Pt So N


czwartek, 13 kwietnia 2006
P(iS) jak pisanki

Drogie dzieci, tematem dzisiejszej lekcji będzie malowanie pisanek.

Malujemy pisanki na Wzór i Podobieństwo.

W tym celu będziemy potrzebować:
kilku jajek,
garnka z wodą,
kuchenki gazowej,
dużego talerza,
farbek do malowania jajek,
kleju,
nożyczek
i następujących zdjęć (mogą być wycięte z gazet):


1. 2.bnn 3. 4.pg


Jajka wrzucamy do garnka z wodą i gotujemy - wedle uznania - na miękko lub na twardo.Ugotowane jajka kładziemy na talerzu i czekamy aż wystygną. Po wystygnięciu zaczynamy przygotowywać pisanki.

Na początek wybieramy spośród jajek dwa najbardziej do siebie podobne. Na jedno z nich naklejamy wyciętą postać ze zdjęcia 1, a na drugie - postać ze zdjęcia 2, po czym oba jajka malujemy farbką w dowolnym (w obu przypadkach identycznym) kolorze. Uwaga! Przy wyborze koloru sugeruje się unikanie komunistycznej czerwieni i ekologicznej zieleni. W ten oto sposób otrzymujemy Pisanki Bliźniaki. Odładamy Bliźniaki na talerz.

Teraz bierzemy kolejne jajko i naklejamy na nie postać ze zdjęcia 3. Resztę jajka malujemy w kolorze intensywnej opalenizny (sugerowany brązowy lub ciemnopomarańczowy). I już mamy Pisankę Sreppera. Kładziemy ją na talerzu w dobrze widocznym i oświetlonym miejscu tak, żeby nie czuła się dyskryminowana.

Nadeszła pora na ostatnią pisankę, jaką dziś przygotujemy. W tym celu wybieramy możliwie najmniejsze jajko o możliwie największej proporcji między częścią dolną a częścią górną. Na tak dobrane jajko naklejamy postać ze zdjęcia 4. Pozostałą powierzchnię malujemy na czarno i biało. I już możemy się cieszyć Pisanką Pingwinem. Kładziemy Pingwina razem z resztą wesołej gromadki.

Z pozostałych, niewykorzystanych jajek, możemy zrobić Pisanki Zwierzątka. Szczególnie polecamy hit sezonu - bizony. Strzeżcie się, baranki wielkanocne!

Przygotowane przez nas pisanki na Wzór i Podobieństwo dają nam cały wachlarz możliwości. Są świetnym materiałem na wielkanocną święconkę, pełnowartościowym posiłkiem dla całej rodziny, a także doskonałą zabawką rozwijającą wyobraźnię naszych milusińskich.