Obserwacje, inspiracje, dywagacje, fakty, akty przemocy i niemocy, artefakty, zmory i potwory
wtorek, 28 lutego 2006
Już dawno chciałam to zrobić

I tylko czekałam na okazję. No i mam (dzięki, panie Makowski!):

Czy ktos przbadal ludzi na wysokich stanowiskach pod wzgledem zdrowia psychicznego? Bo to co sie dzieje zakrawa na podejrzenia o gleboko posunietej chorobie co niektorych panow ze swiecznika !!!Czyzby Polska dostala sie w rece ludzi o zachwianym postrzeganiu otoczenia?

Tu nie trzeba nic badać. To wszystko widać.


Teatrzyk Motyla Noga ma zaszczyt przedstawić:

RZĄD DUSZ ALBO DUSZE RZĄDU

Występują:

Osobowość Paranoidalna i jej Nieodłączne Komponenty:

  • Tendencja przeżywania długotrwale przykrości.
  • Podejrzliwość, ujmowanie obojętnych działań otoczenia jako wrogich lub pogardliwych.
  • Sztywne poczucie własnych praw.
  • Podejrzenia dotyczące wierności.
  • Przecenianie własnego znaczenia.
  • Pochłonięcie wyjaśnieniami wydarzeń.

Osobowość Schizotypowa ze swoimi Przejawami:

  • Deficyty społeczne i interpersonalne.
  • Niedostosowany i/lub sztywny afekt.
  • Dziwaczne zachowania.
  • Myślenie magiczne.

Osobowość Antyspołeczna w jednej ze swych Odsłon:

  • Liczne konflikty z prawem.
  • Impulsywność.
  • Lekceważenie norm społecznych.
  • Nieumiejętność planowania odległych celów (koncentracja na teraźniejszości).

c.d.- może kiedyś - n.


1. Postacie, które biorą udział w teatrzyku były dobierane na zasadzie możliwości zakwalifikowania do Zaburzeń Osobowości. Z oczywistych przyczyn nie wzięły w nim udziału Postacie, które mają dużo poważniejsze i bardziej złożone zaburzenia...

2. Autorka zastrzega i ostrzega, że bazowała na Klasyfkacji ICD-10 (International Classification of Diseases), na tym, czego się nauczyła na Psychopatologii (i już zdążyła zapomnieć, bo to było Dawno) i na własnej twórczej wyobraźni, toteż w żadnym, ale to żadnym wypadku proszę tego nie traktować jak profesjonalnej diagnozy.

poniedziałek, 27 lutego 2006
Wyszukiwarka prawdę ci powie

Kiedy przyjrzałam się temu, czego ludzie szukają na tym blogu, zobaczyłam wiele mówiący obraz treści przeze mnie.poruszanych. A mogłabym przysiąc, że nigdy nie użyłam słowa dupa, nie mówiąc już o gównie czy dupceniu. Przyznałabym się co najwyżej do szatana - pojawił się raz, może dwa. Ale jeśli tyle ludzi szuka czegoś na moim blogu, to znaczy, że gdzieś to musi być... Intensywnie poszukiwani są: Rydzyk, Wilkołak, dupcenie i krewetki, a trochę mniej intensywnie: gówno, dupa, egzorcyzmy i Dorn. Najosobliwsze ciągi znaków, jakie ludzie wpisywali to: dupcenie darmowe, www.dupcenie.pl i sterowniki do tylko mnie kochaj.

Czasem ktoś traktuje wyszukiwarkę jak delficką wyrocznię do której można się zwrócić z pytaniem. Jak dotąd, pytania zadane mojej wyszukiwarce brzmiały następująco:

1. Kiedy spotkam Dodę?

2. Co oznacza motyla noga?

3. Dlaczego margaryna jest stała?

Pytający zostali zapewne w jakiś sposób poinformowani, że wyszukiwarka nie jest w stanie udzielić im odpowiedzi. Ale zostałam jeszcze ja - i z przyjemnością podejmę się tego zadania:

1. Niestety, mimo najszczerszych chęci, na to pytanie nie odpowiem, bo nie wiem.

2. Mniej więcej to samo, co kurza stopa.

3.

Skład margaryny
faza wodna (rozproszona)ukwaszone mleko z dodatkami smakowymi rozpuszczonymi
w wodzie; sól, cukier, kwas cytrynowy, aromaty oraz środek
konserwujący (najczęściej benzoesan sodu).
faza wodna (ciągła)dawniej miękka frakcja łoju wołowego, obecnie mieszanina
częściowo utwardzonych tłuszczów roślinnych z dodatkiem
emulgatora, olejów, barwników oraz syntetycznych witamin
A i D.


sobota, 25 lutego 2006
Złyduch

Nic z tej epistemologii dziś nie napisałam. Z braku koncepcji. Praca ma być wyrazem własnych przemyśleń epistemologicznych, ale problem w tym, że ja się do własnych przemyśleń epistemologicznych przyzwyczaiłam do tego stopnia, że już dawno się nimi nie przejmuję. Mało tego - one mnie nudzą. Ma to swoje plusy np. w dyskusji, kiedy chcę spokojnie i rzeczowo wyjaśnić komuś swoje stanowisko, ale na czas pisania pracy chciałabym wrócić do etapu, w którym to wszystko bardzo mnie emocjonowało - łącznie z faktem, że myślę inaczej niż 99% wydziału. Ten zapał i te emocje były na pierwszych dwóch latach studiów. A teraz - nudy.

Szukałam inspiracji w internecie. Zajrzałam do Racjonalisty.pl, jak się okazało, tylko po to, żeby stwierdzić, że Racjonalista robi się coraz mniej racjonalny, a coraz bardziej rozrywkowy (dowody we wpisie niżej). Z epistemologii nie znalazłam nic inspirującego. (A tak w ogóle to już DAWNO chciałam powiedzieć, że mają fatalny, pretensjonalny design!)

Ostatecznie zdecydowałam, że będę pisać o języku - skorzystam z okazji, żeby w kulturalny sposób powiedzieć, jakie ten Chomsky pieprzył głupoty. Ale zrobię to jutro. Bo dziś czuję się jakby jakiś Złyduch rozpostarł mi się w poprzek mózgu i zaciekle bronił dostępu do zasobów poznawczych. A gdyby ktoś pytał co to są zasoby poznawcze, to spieszę donieść, że tego nikt nie wie. Co oczywiście nie przeszkadza psychologom poznawczym w rzucaniu tym pojęciem na lewo i prawo. Psychologia poznawcza bardzo lubi tworzyć najprzeróżniejsze zasoby, magazyny i inne metafory przestrzenne, których naukowa wartość sprowadza się do tego, że można je sobie o kant dupy potłuc. Pojęcia te mają jednak takie zalety, że dają pozory naukowości i poprawiają samopoczucie badaczom, którzy mogą zaprojektować dowolny eksperyment, a jego wyniki zinterpretować w dowolny sposób.

Złyduch w mojej głowie przejawia się głównie tym, że trudno mi się dziś wysłowić. Nie trafiam w sedno, a zamiast tego krążę jak mucha wokół psiego gówna. Toteż czuję się usprawiedliwiona i bez większych wyrzutów sumienia przekładam pracę z epistemologii (która będzie o Jedynej Prawdziwej i Słusznej naturze języka) na jutro. Diabli wiedzą, kiedy ją skończę.

Jakaś cząstka mnie - może ten Złyduch - już dawno znała oczywistą prawdę, że zaliczenie zajęć na podstawie pracy pisemnej = zaliczenie zajęć w ostatnim dniu sesji poprawkowej.



W zasadzie to mnie nie ma...

... bo mam do napisania dwie prace, w tym jedną straszliwą. Ta mniej straszliwa, od której chcę zacząć jest z epistemologii. Na razie jestem na etapie szukania inspiracji. I w ramach szukania inspiracji zawędrowałam do Racjonalisty.pl., gdzie znalazłam sondę, której wyniki, włączając w to mój głos wyglądały następująco:

Czy uważasz, że priorytetem obecnego rządu jest:


 45.7% - wprowadzenie odpowiedzialności karnej za masturbację


 27.9% - nadanie telewizji „Trwam” statusu nadawcy publicznego


 13.2% - podniesienie konkordatu do rangi ustawy najwyższej


 7.8% - otworzenie instytutów Opus Dei we wszystkich województwach


 5.4% - wyposażenie wszystkich szkół w kapelanów

Nie powiem, na co głosowałam.


czwartek, 23 lutego 2006
A szatan ZNÓW grasuje...

Już kiedyś o tym pisałam... Ale Szatan powraca. Jak bumerang.

Tym razem problemem Szatana zajął się ten dziennik, co go już nie ma, a cytuje go gazeta.pl.

- Szatan ostatnio strasznie się uaktywnił - mówi ks. Jan Szymborski, egzorcysta z Warszawy. - Nie słyszałem, by kiedyś działał tak mocno jak teraz. Trzeba uważać(...)

Skąd się biorą tłumy u egzorcystów? - Dużo winy jest po stronie ludzi - mówi Lena Wojdan. - Pchają się bezmyślnie w związki z duchowością Wschodu czy we wróżkarstwo. A nawet sztuki walk czy zwykłe czytanie horoskopów otwiera nas na działanie szatana.

Ksiądz egzorcysta w każdą środę odprawia mszę dla osób nękanych przez szatana. A po mszy...

Po mszy jest święcenie wody, oleju, lekarstw i świec. Wszystko to, by łatwiej było walczyć z szatanem w domu.

No tak. Gołymi pięściami nie da rady. Trzeba wziąć Diabła za rogaty łeb, podtopić w święconej wodzie, podgotować we wrzącym święconym oleju, zatruć święconymi lekarstwami i przypalić święconą świecą. A na koniec, jakby się jeszcze ciskał, to różańcem udusić.

A jak i to nie pomoże, to wzywamy egzorcystę:

Egzorcysta zwykle pyta liczbę i imiona demonów oraz czas ich przebywania w ciele. Diabeł chcąc uniknąć zdemaskowania zwykle nie odpowiada, dlatego Mocą Chrystusa trzeba go przynaglać do odpowiedzi. Czasem zły duch chcąc odwrócić uwagę kapłana staje się bardzo gadatliwy. Skalę opętania rozpoznać można na podstawie reakcji demona na święte imiona.

P.S. Ten ostatni fragment WCALE nie jest o polityce ani politykach! Wzięłam go z Bardzo Poświęconej strony.

P.P.S.Pytanie za sto (albo i milion) punktów: jaki jest związek między uprawianiem sztuk walki a otwieraniem się na działanie Szatana?


W jakim kraju ja żyję! (odc. 6750074999359090056340)

...żeby nie można było nigdzie kupić drożdżówki. Bo dziś OBOWIĄZKOWO pączki.

Wszędzie, gdzie nie spojrzeć, ludzie stoją w długaśnych kolejkach za pączkami. Kupują po 8, po 10, po kilkanaście sztuk, z czego połowę sami zaraz zjedzą, a resztę oddadzą rodzinie. Zupełnie jakby przez cały rok nie mieli okazji, żeby się nawpieprzać pączków. Panie sprzedające nie pytają "co podać", tylko "ile". A spróbuj poprosić o coś innego (np. o napój), to patrzą na ciebie jak na wariata/kę.

Jak jadę na zajęcia, zawsze kupuję sobie na Wileńskim drożdżówkę - bo tylko to mam czas zjeść w przerwie między zajęciami. A poza tym lubię. Na codzień sprzedają tu całe mnóstwo najprzeróżniejszych drożdżówek - z serem, z budyniem, z wiśnią, z jabłkiem, z orzechami i innymi świństwami, ale dziś żadnych drożdżówek nie było. Dziś same pączki. Bo to przecież Tłusty Czwartek. Dla wszystkich Polaków. O żesz kur..!

Nawet jeśli od czasu do czasu mam ochotę na pączka, to dziś z miejsca przeszła mi jakakolwiek ewentualna ochota. Byłam tak straszliwie obrażona na ten kraj, że w ramach Protestu w Imię Obrony Swobody Wyboru gotowa byłam nawet umrzeć z głodu, byle nie zjeść pączka. Ale w końcu znalazłam drożdżówkę dla siebie. Naprzeciwko Czterech Śpiących dwie panie miały stoisko z drożdżówkami i mi jedną sprzedały. Zachwycone, że mogły mnie uszczęśliwić.

Drożdżówka była zafoliowana i niedobra jakaś. Chyba stara. Mdli mnie do tej pory...


Tak, wiem, żadnemu sprzedawcy nie opłacałoby się dzisiaj zamawiać drożdżówek, bo by wcale nie schodziły, jako że ludzie w Tłusty Czwartek kupują pączki. A jak to się ma do tezy, że żyjemy w nienormalnym kraju? A tak, że ją potwierdza.



wtorek, 21 lutego 2006
Varia(tkowo)

1. Gardło mnie boli od krtani aż po uszy, niezidentyfikowany czworonóg dobierał się do mojej zupy fasolowej, którą sobie wystawiłam na schody, Radio nadaje przedziwne dźwięki nasuwające na myśl pasienie świętych krów (orientalne zawodzenie+dzwoneczki), a o telewizorze to nawet nie wspomnę.

2. Na chwilę jednak wspomnę o telewizorze, żeby powiedzieć, że jak włączyłam na Szkło kontaktowe, to akurat trafiłam na telefon od widza, który objaśniał panu Miecugowowi, co się kryje pod tajemniczym płaszczykiem.

3. Jeszcze nie zdążyła się na dobre skończyć wielka afera wokół głupiej okładki, a już się zaczęła wielka afera wokół głupich koszulek. No comments.

4. Óstalmy w ramah protestó nowe regóy ortografji. Byle szypko. Tak rzeby PiZ się nie zorjentował.

5. Amerykański Sąd Najwyższy uznał, że członkowie kościoła ze stanu Nowy Meksyk mają prawo do spożywania herbatki halucynogennej podczas obrzędów religijnych. Sąd uznał, że ingerencja rządu w przebieg rytuału byłaby naruszeniem konstytucji Stanów Zjednoczonych.

6. W związku z powyższym ten wpis miał być w zamierzeniu wywodem na temat stosowania kadzideł w Kościele Katolickim. Ale wywodu nie będzie, bo jak szukałam kadzideł, to znalazłam rzeczy typu "Egzorcysta radzi" albo "Egzorcysta ostrzega przed szkodliwością książek o Harrym Potterze", i w międzyczasie straciłam koncepcję.
Pierwsza Pani z Podstawówki

Niedawno spotkałam w pociągu moją pierwszą Panią z Podstawówki. Niewiele się zmieniła. Z wyjątkiem tego, że zamiast pięćdziesięciu paru, ma prawie siedemdziesiąt lat. Siedziała w pociągu naprzeciwko mnie - potężna, nadmuchana, wymalowana, a na głowie miała wielką trwałą. Obok niej siedział mąż. Niegdyś burmistrz Wołomina. Drobny, niemal kurczący się w oczach.

Przez całą drogę moja pierwsza Pani z Podstawówki z niesłabnącym oburzeniem i taką samą zawziętością recytowała mężowi litanię Najbardziej Oczywistych Rzeczy Pod Słońcem. Rzeczy, których jej mąż najwyraźniej za nic nie potrafił pojąć. Im bardziej ona była oburzona, tym bardziej on był zdezorientowany i bezradny. Im mocniej ona czerwieniała na twarzy, tym mocniej on bladł. Im gwałtowniej ona gestykulowała i przybierała w rozmiarach, tym gwałtowniej on się odsuwał i kurczył w sobie.

W końcu mąż mojej pierwszej Pani z Podstawówki zamknął oczy i popadł - jeśli nie w drzemkę - to w stan całkowitego odcięcia od bodźców zewnętrznych. A ona... Zamilkła.

Jakieś 3 minuty później pociąg dojechał na Wileński i trzeba było wysiadać. Moja pierwsza Pani z Podstawówki najwyraźniej mnie nie rozpoznała.

Uczyła mnie w pierwszej i drugiej klasie. Miała drewnianą pomoc dydaktyczną, którą na lekcjach pokazywała literki, a tuż po przerwach rozdawała łapy za bieganie na korytarzu (Laskowski, Grzelak, Siwerska, pod tablicę! Nadstawić łapę... Teraz drugą). To ona oznajmiła dwudziestu paru dzieciakom z 1-szej "a", że właśnie upadł komunizm i wyjaśniła, jakie się z tym wiążą konsekwencje (To jest nasze godło, Orzeł Biały, który od dziś będzie miał złotą koronę. Ten Orzeł, którego tu widzicie, jeszcze nie ma złotej korony, ale niedługo ją będzie miał. Pan Witek domaluje. A na tablicy widzicie pełną nazwę naszej Ojczyzny: Rzeczpospolita Polska. O tu - na dole. Tam na górze napisałam starą nazwę: Polska Rzeczpospolita Ludowa. Od dziś tej nazwy nie używamy. Dlatego zaraz ją przekreślę. Pamiętajcie dzieci: RzeczposPOlita Polska. Powtórzcie: RzeczposPOlita Polska. Nie RzeczpospoLIta. Kto będzie mi mówił RzeczpospoLIta, temu wstawię dwóję. Kamińska! Powtórz pełną nazwę naszej ojczyzny).

Budziła respekt. Wielka, potężna, krzycząca. Dzieciaki się jej bały. Ja też się jej bałam. Ale miałam nad resztą dzieciaków jedną drobną przewagę: doskonale zdawałam sobie sprawę, że to zwariowana, chora na nerwy baba, która gada głupoty i już dawno powinna iść na emeryturę zamiast uczyć dzieci. Babcia mi to powiedziała. A ściślej: powtarzała przy każdej okazji, kiedy tylko wspominała o mojej pierwszej Pani z Podstawówki. Bo babcia od lat była jej dobrą znajomą.

Zupełnie niechcący, babcia wespół z moją pierwszą Panią z Podstawówki, zaszczepiły we mnie umiejętność, która niejednokrotnie przydała mi się w życiu i jeszcze niejednokrotnie mi się przyda. Umiejętność słuchania CO się mówi, a nie KTO mówi. Umiejętność odróżniania Ziarna od plew. Niedoskonałą i obarczoną ryzykiem błędu - jak każda inna umiejętność. Ale lubię mieć świadomość (złudzenie?), że - w dużym stopniu - sama odpowiadam za swoje wybory.



niedziela, 19 lutego 2006
Cel(l) - pal!

Najnowsze brytyjskie badania obaliły przypuszczenia, że rozmowy przez telefon komórkowy mogą powodować guzy mózgu. W Polsce wykluczono możliwość zakłócania pracy rozruszników serca przez anteny sieci komórkowych.

Okazało się, że komórki nie szkodzą. Muszę przyznać, że powyższą informację przyjęłam z niemałym rozczarowaniem. Dużo bardziej bym się ucieszyła, gdyby obwieszczono światu, że gadanie i smsowanie przez komórki nieodwracalnie uszkadza strukturę mózgu, prowadzi do chorób płuc i serca oraz do bezpłodności, ślepoty, głuchoty i głupoty. Może to by powstrzymało całe masy ludzi przed nadużywaniem tych małych piszczących i brzęczących urządzonek.

Nie cierpię telefonów komórkowych. Najchętniej pozabierałabym właścicielom te wszystkie siemensy, nokie, ericsony i motorole, ułożyłabym je w jeden wielki stos, polała benzyną i podpaliła. (Nie ja jedna z resztą mam takie fantazje. Ozzy Osbourne np. parę lat temu też mówił coś o paleniu komórek). I trudno nie mieć takich fantazji, jak się słyszy na każdym kroku - na ulicy, w pociągu, w tramwaju - trajkoczące panienki i trajkoczących kolesi: "Kochanie, będę o 17tej, tak jak zwykle. Pa. Całuski"; "Dzwonię żeby się upewnić czy na pewno przy rotundzie i czy na pewno o 20tej. Wprawdzie dzwoniłam już pięć razy, żeby się upewnić, ale przecież zawsze lepiej być pewnym, nie? Tak na sto procent, hahahahaha. To przy rotundzie? O 20tej? Tak? No to pa! Do zobaczenia przy rotundzie o 20tej"; "Misiu, przechodzę właśnie koło spożywczego i zastanawiam się czy nie wejść i nie kupić mleka. Wprawdzie rano widziałem, że mamy jeszcze zapas, jakieś 5 kartonów, ale może już zdążyłaś wypić. Nie? A to może kartofle kupię"... Całe szczęście, że w pociągach metra praktycznie nie ma zasięgu. Przynajmniej tam jest święty spokój.

Mam komórkę. Głupiego siemensa A50. Kiedyś trochę z niego korzystałam. Ale odkąd się podłączyłam do internetu, to już kompletnie nie wiem do czego mi ten siemens potrzebny. A zrezygnować nie mogę, bo jestem w sieci orange, a tam, niezależnie jak długo już człowiek korzysta z jej usług, to i tak musi doładowywać konto najrzadziej raz na 3 miesiące, nawet jak ma na nim mnóstwo niewykorzystanej kasy. W ten sposób, kupując co kwartał kartę za 50 zeta przez ok. 2,5 roku, doszłam do takiej sytuacji, że w momencie doładowania konta zostaje mi 60 - 70 pieprzonych złotych z poprzednich doładowań. Czyli mam na koncie tuż po doładowaniu 110 - 120 zeta i muszę je wykorzystać co do złotówki przez 3 miesiące, jeśli marzy mi się zrezygnować, nie tracąc na tym...

Nie cierpię telefonów komórkowych. Dlatego też czekałam, aż ktoś wreszcie napisze taką książkę (już się nie mogę doczekać, kiedy zacznę czytać; najpierw, niestety, muszę napisać dwie prace zaliczeniowe):

Cywilizacja nie skończy się wybuchem czy kwileniem. Skończy się sygnałem twojego telefonu komórkowego. To, co wydarzyło się 1 października, zapamiętane zostało jako Impuls, sygnał wysłany przez każdy telefon komórkowy, który zamienił swojego właściciela w coś... cóż, coś mniej ludzkiego. Dzikiego, morderczego, niemyślącego i bezsensownie niszczącego.





sobota, 18 lutego 2006
3 ogonki

Ostatnio oglądam mało TV. Same głupie filmy. Albo powtórki. Albo jakieś durne teleturnieje, w których najrozmaitsi wariaci dają się powłóczyć końmi, napełniają sobie usta dżdżownicami i przenoszą je z kubła do kubła albo wcinają jądra bizona dla jakiejś kasy. Wiadomości też mało oglądam, bo mam mnóstwo innych powodów do nerwów. Moim głównym źródłem informacji z telewizora jest Szkło kontaktowe. To właśnie stąd dowiedziałam się o poniższej wypowiedzi Dopiero-Co-Upokorzonego Pana Wicemarszałka:

"Każda sroczka swój ogonek chwali i rząd PiS ma do tego prawo, ale są w tym układzie trzy sroczki i trzy ogonki trzeba chwalić, a nie tylko jeden" - powiedział Lepper


Siedzi sroka na żerdzi I twierdzi,
Że cukier jest słony,

Że mrówka jest większa od wrony,
Że woda w morzu jest sucha,

Że wół jest lżejszy niż mucha,
Że mleko jest czerwone,
Że żmija gryzie ogonem,
Że raki rosną na dębie,
Że kowal ogień ma w gębie,
Że najlepiej fruwają krowy,
Że najładniej śpiewają sowy,
Że bocian ma dziób zamiast głowy,
Że lód jest gorący,
Że ryby się pasą na łące,
Że trawa jest blaszana,
Że noc zaczyna się z rana,
Ale nikt tego wszystkiego nie słucha,
Bo wiadomo, że sroka jest kłamczucha.

Jan Brzechwa, Sroka


P.S. Brzydcy częściej wyrastają na przestępców:

 
1 , 2 , 3