Obserwacje, inspiracje, dywagacje, fakty, akty przemocy i niemocy, artefakty, zmory i potwory
wtorek, 18 lipca 2006
Testy niepsychologiczne

Bo ja w nocy, zamiast spać, znowu testowałam. Wczoraj w nocy założyłam sobie bloga sdgfdsoiup.blox.pl, który - jak sama nazwa wskazuje - jest testowy. A przy tym ściśle tajny i zastrzeżony tylko i wyłącznie dla mnie. Robiłam tam cuda niewidy z szablonami. (I całe szczęście, że nikt poza mną nie musiał tego oglądać). To, co trafiło ostatecznie na Motylą Nogę, wyłoniło się właśnie z tamtego Chaosu.

A dziś w nocy założyłam testowego bloga na wordpressie. O nazwie i treści podobnej do sdgfdsoiup - chciałam zobaczyć jak to działa. No i Zobaczyłam.

Na początku mnie to wszystko przytłoczyło. Ale uczucie przytłoczenia mija z czasem (wcale z resztą nie takim długim - u mnie minęło po 0,5 h). A to, co zostaje... Mogłabym długo mówić o edycji notek, edycji komentarzy, pobieraniu obrazków, ale tu na bloksie raczej nie wypada ;-) (Wordpressa zaczęła też sprawdzać Pajęczaki), powiem więc tylko tyle, że blox ma się do wordpressa tak, jak salka gimnastyczna w wołomińskiej szkole do nowoczesnego klubu fitness. A mówię to z perspektywy początkującej użytkowniczki, która wie już, jak sprawnie i wygodnie można tam blogować, ale ze względu na lekkopółśrednią znajomość internetu, nie zna jeszcze wszystkich zalet wordpressa. (A i tak najbardziej ze wszystkiego podoba mi się, że w komentarzach można używać boldowania i kursywy! ;-)

No dobra, blox ma jedną zaletę: można robić wszystko z szablonami, podczas kiedy na wordpressie trzeba korzystać z gotowców. (Dlatego widzę blox coraz bardziej jako dobre miejsce do eksperymetnowania z css-em, a coraz mniej jako dobre miejsce do blogowania).

Ada

poniedziałek, 17 lipca 2006
Leśne Potwory

Biorę rower i jadę do lasu. Będę się odpromieniowywać. A raczej przekierunkowywać na inne źródło promieniowania - z komputerowego na słoneczne. Może spotkam po drodze leśne Potwory. Takie małe, pochowane tu i ówdzie za krzakiem. Albo te wielkie, wyciągnięte na całą długość przy drodze.

A jak spotkam, to zagadam do nich w jakimś pradawnym Potwornym języku - trudnym, jak każdy język Naturalny. Trudniejszym od HTML-a czy CSS-a. Ale łatwiejszym od języka Ludzkiego.

W miarę jak poznaję kolejne funkcje CSS-a, coraz bardziej go lubię. A po długich godzinach używania i eksperymentowania, jakoś trudno mi z powrotem przejść na język Ludzki. Bo CSS jest taki logiczny i przejrzysty. Nie ma Nadawcy i Odbiorcy - jest Sprawca i Efekt (i ewentualnie odbiorcy tego efektu). I nie ma niepokrywających się kontekstów - bo jest jeden Kontekst. Wszystko na jednym arkuszu, jasno i konkretnie zdefiniowane.

--

No to jadę do lasu, szukać Potworów. A jak nie znajdę, to wrócę, wezmę Kota pod pachę i razem będziemy szukać. Może nam się poszczęści i oprócz Potworów znajdziemy Dziurę Czasoprzestrzenną z przejściem do Lepszej i Ciekawszej Rzeczywistości.

Tak, wiem, w wołomińskich lasach to tylko zardzewiałe puszki i sflaczałe opony. Potwory, nawet jak były, już dawno wyginęły. Razem z Dziurami Czasoprzestrzennymi. A Kota pod pachę też nie wezmę, bo drapie i gryzie.

Ada

sobota, 15 lipca 2006
Uwaga! Prace remontowe

Drogi Gościu, wchodząc tu, uważaj na Głowę.

Witajcie w świecie Iluzji i Pozorów. Dziś na tym blogu nic nie jest takie, na jakie wygląda - zwłaszcza, że za chwilę może wyglądać zupełnie inaczej. Wszelką odpowiedzialność za ewentualne urazy psychiczne i estetyczne ponosi Autorka bloga. Związane z tym skargi, zażalenia i roszczenia będą rozpatrywane w dni robocze między 8.00 a 16.00.

----
Apdejt:

Koniec prac remontowych. Tym razem to już naprawdę ostatnia, przenajostatniejsza zmiana wyglądu tego bloga. Ale sami przyznacie, że poprzedni wygląd był przeokropny - zupełnie jak w grobie. Albo przynajmniej w piwnicy jakiejś...

Uwagi:
1. Czarny zostaje - bo tak. A różowego nigdy nie będzie!!! ;-)
2. Widać, że się rozwijam, prrrrawda?
3. Ale cały czas coś mnie uwiera jak patrzę na ten tytuł wyrównany do lewej... I ten Arial na czarnym tle...

Uprzejmie informuję, że ostatni czarny szablon nie mógł zostać, jako że za bardzo zmieniał swój wygląd wraz ze zmianą przeglądarki (znaczy: inaczej wyglądał w firefoksie, inaczej w IE, a jeszcze inaczej w Operze, choć ta ostatnia wersja Opery to jest chyba w ogóle jakaś dziwna; mile widziane uwagi od osób Lepiej Poinformowanych w kwestii Opery).

Na razie zostanie na szaro. Ale czernie - być może kiedyś wrócą. A różowego nie będzie. ;-)

Ada
czwartek, 13 lipca 2006
Aaaarrrrrgh!

Bo to było tak:

Gdzieś tak w lutym wracałam z treningu i sprzed nosa uciekł mi pociąg 20.42. Następny był o 21.42, a ja byłam wkurzona i niechętna chodzeniu bez sensu po kerfurze przez godzinę. W związku z tym postanowiłam, że kupię sobie książkę. I kupiłam. Dotyk zła Alex Kavy.

Dlaczego akurat to? Dlatego, że:

1. Na okładce pisało: "Doskonały thriller psychologiczny", a także "Kontrowersyjna mroczna opowieść debiutantki na czołowych miejscach światowych list bestsellerów".
2. Opis na okładce sugerował ciekawą historię: seryjny morderca, makabryczne zbrodnie, portret psychologiczny,...
3. Okładka była świetnie zaprojektowana i sugerowała dobrą treść.
4. Do przeczytania książki już dawno namawiała mnie koleżanka, której się bardzo podobało. (Mój boże, do przeczytania, to nie znaczy od razu, że do kupienia...)

Te 4 powody wystarczyły, żeby kupić. Ale zamiast zacząć czytać, poszłam się czegoś najeść. W pociągu też książki nie tknęłam. Ani później w domu. I tak do wczoraj. Bo zachciało mi się krwawego kryminału - upały niezmiennie od lat wpływają na moje upodobania czytelnicze w ten sposób, że mam ochotę wyłącznie na krwawe kryminały. Nie chciało mi się ruszać dupy do biblioteki, ale przypomniałam sobie, że mam Dotyk zła.

I tu, z tego miejsca deklaruję: Po raz pierwszy i ostatni kupiłam książkę bez uprzedniego przeczytania jej fragmentu, a oceny dokonawszy wyłącznie na podstawie okładki.

Wiecie, co mi nieustannie przychodziło na myśl, kiedy wreszcie zaczęłam czytać? Sukienka - uszyta w sam raz na sklepowego manekina (znaczy taka, która nie pasowałaby na nikogo z wyjątkiem manekina). A przy tym wykonana z jasnego materiału, ale uszyta o dwa tony ciemniejszymi, grubymi nićmi. Na kilometr widać każdy ścieg.

To wymuszone przechodzenie między wątkami. Ci bohaterowie zachowujący się jak w najdurniejszym amerykańskim serialu, albo jak w wyjątkowo kiczowatym (czyli typowym) fantasy. "Ja się nie trzęsę ze strachu tylko z zimna. Tak! [chlip, chlip] Muszę go zastrzelić! [chlip] Muszę! Bo co by powiedział mój ojciec/matka/mąż/sąsiad gdyby zobaczył, jaka jestem słaba".

Albo to "mylenie tropów": Na początku dowiadujemy się, że morderca pracuje w kościele, nosi białe adidasy i kiedyś grał w bejsbol. Za chwilę widzimy księdza wymieniającego się z ministrantami kartami bejsbolowymi. Za następną chwilę okazuje się, że ksiądz nosi białe adidasy. A za jeszcze następną chwilę pokazują kościelnego. Też interesuje się bejsbolem. I - panie i panowie, a to niespodzianka - też nosi białe adidasy! To jest już nawet nie grubymi nićmi, a włóczką z wielbłądziej wełny szyte.

A dalej jest tak samo źle - albo i jeszcze gorzej.

Światowy bestseller, no niech mnie... Jak widać, ludzie kupią każde gówno, byle okładka była ładna! (Na co jestem Żywym Dowodem. Aż mi żal tych kilkunastu złotych, mogłam je np. przeżreć, albo lepiej - przepić).

Tfu! Ale mam niesmak. Zmobilizowałam się nawet, żeby w końcu pobiec do biblioteki - po inne, lepsze kryminały i thrillery. (Przez dobry kryminał lub thriller rozumiem historię opowiedzianą tak, żebym mogła w nią uwierzyć - i śledzić z napięciem, zapominając o upale. A uwierzę w najbardziej wymyślne zbiegi okoliczności, pod warunkiem, że przekonają mnie charakterystyki i motywy bohaterów).

Ada
środa, 12 lipca 2006
O sprzątaniu i zwierzętach futerkowych

I wy naprawdę myślicie, że sprzątanie jest proste? Śmieci do kosza, brudy do ścierania, reszta na półki/do szafy/do prania, i czołem pieśni, cześć pracy...?

Jak tak myślicie, to źle myślicie.

I pomijam tu fakt (czy też Osąd ;-), że w takie upiorne upalne czasy nic się nie chce - i jeszcze długo się nie będzie chciało, bo upały, które mogły dziś odejść, jednak zostały. (Nie wiem jak u was, ale u mnie na podwarszawskim zadupiu była burza. I nawet zrobiło się chłodniej - na 15 minut).

I pomijam tu fakt, że istnieją zwierzęta futerkowe, które chwilami zupełnie zapominają, że jest upał i że są zmęczone - i rwą się do pomocy. (Jeśli nie wiecie jak wygląda zwierzę futerkowe zmęczone upałem, to kliknijcie tu. A jeśli nie wiecie, na czym polega rwanie się zwierząt futerkowych do pomocy w sprzątaniu - użyjcie wyobraźni, tak jak one używają zwinności, zębów i pazurów).

Mój problem ze sprzątaniem tkwi w samej istocie sprzątania i zaczyna się na etapie: "śmieci do kosza". Bo ja, zanim śmieć wyrzucę, muszę najpierw go bardzo dokładnie ze wszystkich stron obejrzeć - czy przypadkiem nie zapisałam na nim Informacji Na Wagę (czegośtam).

Na szczęście nie muszę przed wyrzuceniem oglądać wszystkich śmieci, tylko papierowe. Na nieszczęście, papierowe śmieci stanowią 90% moich śmieci. I co chwila znajduję: a to stary bilet kolejowy z kodami najrozmaitszych kolorów w css-ie, a to stary paragon z adresem sekcji karate, w której będę trenować od września (i z planem treningów), a to znowu papier po czekoladzie (papier, nie sreberko - sreberko zostawiam dla Kota) z Bardzo Ważną Informacją, której zdobycie kosztowało mnie kilka godzin siedzenia w internecie, a bez której nie dokończę jednego mojego opowiadanka. Albo wydruk z bankomatu z planem dojazdu na Zadupie, na którym zamierzam spędzić kilka dni.

Do tego jeszcze dochodzą notatki ze studiów, które oczekują wyniesienia na strych, a które pomiędzy wierszami mogą zawierać informacje równie ważne jak informacje ze śmieci. Ostatnio np. znalazłam kartkę z notatkami z "Praktyk motywowania do pracy", na której równolegle, innym kolorem, zanotowałam zasłyszany w radiu przepis na koktajl.

Z tych i z innych powodów, sprzątanie nie jest proste.

Ale jaki normalny człowiek sprzątałby w upał? Trzeba zaczekać, aż się zrobi chłodniej. Na razie chłodniej jest tylko w nocy. Ale jaki normalny człowiek...

Ada
wtorek, 11 lipca 2006
Telewizor to grat

Włączyłam dziś telewizor. Odkąd mam internet, prawie nic z telewizora nie oglądam - bo i po co, jak wszystko jest w internecie. Ale dziś włączyłam. Raz a dobrze. W poszukiwaniu czegoś, żeby się Dużo Działo. Najchętniej jakiejś krwawej nap.....lanki. Albo thrillera.

I po dwóch godzinach patrzenia autorytarnie stwierdzam, że w TV nie ma nic. Drugi raz już nie włączę.

Siedziałam i przerzucałam kanały. Najpierw nie było kompletnie nic, oprócz polityki. A politykę to ja mam w... (internecie). Potem zaczął się film "Niebezpieczne dziecko". Zanim jednak dziecko zaczęło być niebezpieczne, zdążyłam się potwornie wynudzić. Pół godziny filmu, a dziecko raz rzuciło szklanką w ścianę. I parę razy krzyknęło. No kochani, żarty sobie robicie... Przełączyłam na "Królestwo demonów". A tam - żadnych prawdziwych demonów - tylko same metaforyczne. Jeden poeta kradł drugiemu wiersze i wykańczał go psychicznie. Zaraz z resztą weszły reklamy. Przełączyłam na sport. A tam - dwie umięśnone kobiety siedziały w narożnikach. "Będą się nap.....lać", ucieszyłam się, ale gdzie tam! Walczyły na rękę. Ładna Szwedka z taką sobie Bułgarką. Kibicowałam Szwedce, a ona po pięciu rundach wygrała. A ja sobie pomyślałam, że też mogłabym się siłować na rękę. Zawsze byłam w tym dobra. Pokonywałam dziewczyny dużo większe ode mnie. Przypuszczam, że koncertowo rozwalałabym wszystkie chucherka z mojej kategorii wagowej. Problem w tym, czy znalazłaby się dla mnie kategoria wagowa. Bo ja ponoć nie mam masy, tak niektórzy mówią. Tak jak moja mama nie ma ciśnienia - dopiero kiedy napije się kawy to zaczyna jakieś mieć, wciąż jednak prawie żadne.

Szwedka wygrała z Bułgarką, a ja wyłączyłam i zaczęłam się zastanawiać: na co komu telewizor? Tam są same bzdury, nudy i reklamy. Ja swój najchętniej bym wywaliła. (Nie wywalę, bo korzysta z niego mama. I siostra ze szwagrem, jak przyjadą).

Rozumiem - jak ktoś nie ma kompa ani internetu (albo ma kompa bez internetu). Z braku laku to i nawet telewizor przyjacielem człowieka. Ale tak? Filmy są na DVD. Cała reszta - w internecie. Kultura, nauka, rozrywka, polityka. (Filmy z resztą też tam są. Jak ktoś lubi długo czekać). To na jaką cholerę jeszcze telewizor? Telewizor to grat. Nie zagracajcie sobie mieszkania. Wywalcie telewizory, po co je trzymacie? I wstawcie na ich miejsce coś pożytecznego.

Ada
niedziela, 09 lipca 2006
Psycho Logia

Jeszcze tylko rok - może rok i trochę - i będę mgr psychologii. Znaczy: psychologiem. Wtedy to dopiero będzie mi Wolno! A właściwie to już mi Wolno - w końcu jestem prawie-psychologiem.

Nie wierzę w psychologię. Ale to nic nie szkodzi. Wystarczy, że społeczeństwo wierzy głęboko - i wszystkim ludziom, którzy podają się za psychologów (i prawie-psychologów), automatycznie przypisuje atrybut posiadania Szczególnej Wiedzy i Szczególnych Umiejętności.

W związku z tym, jako prawie-psychologowi, wolno mi (a jako psychologowi jeszcze bardziej będzie mi wolno):
  • Autorytatywnie wygłaszać dowolne opinie na temat ludzkich zachowań. Zawsze można podeprzeć się wynikami badań. (W psychologii znajdą się badania na potwierdzenie każdej tezy).
  • Autorytatywnie wygłaszać dowolne opinie na każdy inny temat, łącznie z rzeczami, o których nie mam najmniejszego pojęcia. W końcu psycholog zna się na wszystkim.
  • Bawić się w Ciocię Dobrą Radę, mówić ludziom, co powinni i jak powinni. W końcu psycholog wie lepiej.
  • Przyglądać się ludziom wnikliwie, robić tajemnicze miny i sprawiać wrażenie, że wiem o nich wszystko. Kto by się na to nie nabrał?
Przyznam się wam jednak po cichu (tylko nikomu nie powtarzajcie), że z żadnej z powyższych możliwości ani razu nie skorzystałam jako prawie-psycholog i nie zamierzam korzystać jako psycholog.

Bo, jak już mówiłam, nie wierzę w psychologię.

I od czterech lat na okrągło słyszę od Ludzi, że w ogóle po mnie nie widać, że studiuję psychologię. (Raz tylko usłyszałam, że od razu widać, że ją studiuję - ale usłyszałam to od Ludzi, których uważam za głupich, więc się nie liczy ;-)

Ale to, że nie wierzę w psychologię, wcale nie oznacza, że się niczego na tych studiach nie nauczyłam. Nauczyłam się, a jakże, rzeczy następujących:
  • Odróżniania paradygmatu naukowego od ideologii.
  • Odróżniania faktów od ich interpretacji.
  • Odróżniania perswazji od manipulacji.
  • Odróżniania merytorycznej wypowiedzi od bełkotu akademickiego.
  • Odróżniania badania eksperymentalnego od quasi-eksperymentalnego i każdego innego.
Nie nauczyłam się natomiast (bo moje studia tego nie uczą):
  • Odróżniania Normalnego od Wariata (w psychologii nie ma słowa "wariat").
  • Czytania ludziom w myślach (choć może czasem by się przydało).
  • Manipulowania ludźmi (tym się brzydzę).

A tym, którzy domagają się Porad Psychologicznych, zawsze mówię: "A daj mi pan(i) spokój, ja tu się zajmuję analizą behawioralną".

A jakby ktoś pytał, co to takiego to powyższe, to odpowiadam: jedyny naukowy i obiecujący dział psychologii.

Ada
sobota, 08 lipca 2006
Prawie bez ogona

Mój Kot kudłaty (ćwierćpers) przyszedł dziś pozbawiony połowy kudłów z ogona. Ogon, który normalnie wyglądał jak indiański pióropusz do kwadratu, teraz wygląda jak plastykowa choinka sprzed 10 lat - niepełna imitacja świerku.

Kudłate zwierzęta mają przerąbane w upał. Trudno przecież tak z dnia na dzień zrzucić z siebie grube futro. Toteż gubią pospiesznie kudeł za kudłem, starając się nadążyć za pogodą - z lepszym lub gorszym skutkiem. A później przychodzą prawie bez ogona. (Ciekawe, bez czego [prawie] mój Kot przyjdzie jutro).

Upał wypala wszystko. Zwierzakom - kudły, a Polakom - ostanie ostoje (względnej) normalności. I zostawia tylko zgliszcza i pobojowiska.

A niech wypali wszystko. Doszczętnie. Może wtedy, na tych zgliszczach, wyrośnie coś nowego i sensownego. (Znacie tą historię z Feniksem...)

Ada
piątek, 07 lipca 2006
Bankomat z kerfura

O kerfurze na Wileńskim pisałam raz i drugi. I pewnie jeszcze napiszę ze sto razy - bo do czego to podobne, żeby pociągi podmiejskie, zamiast wjeżdżać pod normalny dworzec, wjeżdżały prosto do centrum handlowego?

Kerfur na Wileńskim to najgęściej zaludniony kerfur w Polsce. A i na świecie - podobno - jest tylko jeden gęściej zaludniony i mają go Chińczycy.

A jaki jest najczęściej mijany obiekt w drugim na świecie pod względem liczby odwiedzin kerfurze?

Bankomat pko. Stoi sobie przy samym wejściu, pomiędzy automatem z gazetami i punktem Lotto. A ludzie stoją w kolejce do niego, masowo korzystają i dostają paranoi - bo w dowolnym momencie, pod dowolnym pretekstem ktoś może zechcieć ich sobie popodglądać...

Ja też czasem, prosto z pociągu, idę skorzystać z tego bankomatu. Bo wszystkie inne są albo nie z pko, albo nie po drodze. I też dostaję paranoi. Ale jak tu nie dostać paranoi, kiedy wystukujesz pin, a tu nagle staje przy tobie jakiś pan. A, prawda, kupuje gazetę z automatu... Tylko dlaczego tak długo ją kupuje?! Albo kiedy wybierasz kwotę, a tu nagle ociera się o ciebie inny pan - bo zdecydował się na drogę na skróty do punktu Lotto. A i sam punkt Lotto, przy którym ciągle kręci się masa ludzi, stoi w jednej linii z bankomatem. Wystarczy, że ktoś z nich spojrzy nieznacznie w lewo...

W życiu nie widziałam bardziej idiotycznej lokalizacji dla bankomatu.

Ada
Wild thing



Wild thing, I make your heart sing
I make everything, oooh babe
Wild thing
I think you love me
....
wild thing wild thing wild thing wild thing wild thing wild thing wild...

- śpiewał Zwierzak i walił w perkusję, dopóki go Świnie nie pojmały i siłą nie odciągnęły. (Musicie mi uwierzyć na słowo, że tak właśnie śpiewał - bo o ile normalna wersja tekstu jest wszędzie, to wersji Zwierzakowej nie znalazłam nigdzie w internecie). Działo się to w 46 odcinku The Muppet Show (seria druga, rok 1977, odcinek z Teresą Brewer). Konsultantem muzycznym programu był Larry Grosman. A może Ray Charles? Albo i jeden i drugi...

TVP nadawała "The Muppet Show", jakieś 4,5 roku temu. Mam nagrane prawie wszystkie odcinki, mimo że były przypadkowo dobrane, koszmarnie przetłumaczone i w dodatku puszczali je w paśmie dla dzieci.

A przypomniało mi się, bo w radiu zagrali "Wild thing".

A "Wild thing" Zwierzaka to przypadek, kiedy cover jest ciekawszy od oryginału. (Z całym szacunkiem dla Oryginału - ale tam wykonawca nie wpada w szał, a Świnie nie łapią go w sieć).

Ada
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13